Życzenia urodzinowe dla księdza Wojciecha Lemańskiego

Dziś, 22 września 2014 roku, mamy pięćdziesiąte czwarte urodziny księdza Wojciecha Lemańskiego. Dobra okazja, żeby go pozdrowić i złożyć mu stosowne życzenia urodzinowe.

Nie jestem katolikiem i w pewnym sensie jestem ateistą. W jakim sensie? Nie wdając się w niuanse, teista to ktoś, kto wierzy w Boga, natomiast ateista, jeżeli nawet nie wiadomo, kim właściwie jest, z pewnością teistą nie jest. Otóż Bóg to nader mętne i dość paskudne wyobrażenie religijne, natomiast ja uważam się za filozofa i jako filozof mogę co najwyżej przerobić to wyobrażenie na pojęcie filozoficzne, do którego nazwa Bóg nie będzie się już właściwie odnosić. Ponadto jako filozof zajmuję się myśleniem a nie wierzeniem.

Wychodzi więc na to, że jestem ateistą. I dlatego mogę wziąć do siebie ostatnie oświadczenie biskupa Pieronka: „ateiści niech lepiej siedzą cicho”. Może siedziałbym cicho, ale po tym oświadczeniu nie będę. Mógłby mnie ktoś zapytać, co mi właściwie jako niekatolikowi do katolickich biskupów? I ten ktoś miałby nawet rację, ale musiałby mi uprzednio wyjaśnić, co katolickim biskupom do ateistów? Jeżeli mają jakieś dobre powody, by ich potępiać i pouczać, to powinni się liczyć z tym, że będzie to odwzajemnione.

Patrząc z zewnątrz na Kościół Katolicki i jego najnowszą historię, mam do różnych jego reprezentantów stosunek zróżnicowany. Z sympatią i uznaniem odnoszę się do papieża Jana XXIII i tego, co chciał zrobić, zwołując Sobór Watykański II. Natomiast dzieło Jana Pawła II uważam za potworne, przerażające. Obecne zwyrodniałe, butne, tępe i nieludzkie oblicze polskiego Kościoła to „zasługa” jego konsekwentnej, prowadzonej z premedytacją polityki personalnej. Czytając wypowiedzi jego najwyższych dostojników, takich jak arcybiskup Józef Michalik, arcybiskup Sławoj Leszek Głódź, arcybiskup Henryk Hoser, biskup Kazimierz Ryczan i wielu, wielu im podobnych, widzę wyraźnie, że żaden dialog z nimi nie jest możliwy, bo są gotowi głosić każdy idiotyzm i potrafią jedynie grozić, potępiać, pouczać i wysuwać coraz to nowe żądania.
Po co piszę takie oczywistości? Po to, żeby stwierdzić jasno, iż z takim Kościołem nie ma co się układać, bo żadna dyskusja z nim już od dawna nie jest możliwa. Kościół coraz bardziej zawłaszcza państwo i określa kształt prawa, a klasa polityczna jest w dużej części klerykalna, a reszta jest najwyraźniej pozbawiona jaj i ubezwłasnowolniona. Na polityków nie ma więc raczej co liczyć, choć mogę z satysfakcją odnotować, że nawet taki zajadły klerykał jak Stefan Niesiołowski zauważył w końcu, że Kościół Katolicki w Polsce pokazuje obecnie swoje najwredniesze oblicze od czasów Targowicy i bezczelnie kłamie ustami kardynała Stanisława Dziwisza.

Co zatem proponuję? Proponuję oddolne przejęcie Kościoła, odebranie go hierarchom. Są przecież w szeroko rozumianym Kościele ludzie, którzy myślą o nim rozsądnie i krytycznie, również wśród księży, choć raczej nie na wyższych szczeblach. Niektórzy z nich odchodzą, składając później świadectwo, że Kościół, który opuścili, jest czymś w rodzaju organizacji przestępczej. Ale niektórzy „niepokorni” zostają. Przypomina się im wtedy, że Kościół Katolicki jest instytucją hierarchiczną, w której obowiązuje bezwzględne posłuszeństwo na mocy złożonych ślubów kapłańskich. Inaczej mówiąc, jeśli chcesz być księdzem katolickim, musisz być bezwzględnie posłuszny, w innym wypadku sam się stawiasz poza tym Kościołem i powinieneś z niego wystąpić. I co ma zrobić niepokorny ksiądz? Jeżeli ma charakter, powinien sobie jasno powiedzieć: „pieprzyć to” i zacząć świadomie działać na rzecz zmiany tego Kościoła. A jeśli ma charyzmę, to jego parafianie pójdą chętnie za nim, bo raczej mają gdzieś wąsko pojęty interes hierarchicznego Kościoła, ale do swojej religii są przywiązani i chcą mieć raczej ludzkiego, dobrego pasterza, a nie bezdusznego funkcjonariusza kościelnego.

Może i jestem ateistą, ale nie znaczy to, że jestem zakutym materialistycznym łbem. Mam swoje odloty i kontakty ze światem duchowym, badam pewne tajemne sprawy ezoterycznymi metodami i wiem na przykład, że i ja, i ksiądz Wojciech Lemański, choć ja jestem ezoterykiem-ateistą, a on katolickim księdzem, mamy wspólnego duchowego mocodawcę, którym nie jest ani Chrystus, ani Matka Boska, ale też nie Lucyfer czy też Szatan. „Pracuje” on w dziedzinie idei religijnych, które jak wszystko muszą się przeobrażać. Otóż szykuje się, i to na dniach, „nowa reformacja”. Patrząc na sprawę szerzej niż tylko z własnej perspektywy, nie oczekuję, żeby Kościół Katolicki po prostu runął a wraz z nim znikło z wolna z powierzchni Ziemi całe chrześcijaństwo, zaś pustą przestrzeń po nim zagospodarowały wschodnie systemy duchowe, ateizm lub nawiązujące do rodzimej tradycji „neopogaństwo”.

Właściwie to, co ma nastąpić, jest w ogólnym zarysie łatwe do określenia. Religia chrześcijańska jako zjawisko masowe ma się przeobrazić, przejmując pewne wątki obecne od dawna w jej tradycji ezoterycznej, mistycznej, nieortodoksyjnej. Na tym bowiem polega w ogóle historyczny proces duchowy, że to, co zrazu ma charakter ezoteryczno-elitarny, z biegiem czasu się upowszechnia i staje się czymś egzoterycznym, wspólnym dla wszystkich. A jeżeli chodzi o organizacyjno-instytucjonalny aspekt religii, to po prostu niech Lemańscy i Bonieccy skrzykną swoich parafian czy też czytelników i odbiorą Kościół Hoserom i Ryczanom, wywożąc ich na taczkach na śmietnisko historii. I niech się tak stanie – czego serdecznie życzę księdzu Wojciechowi Lemańskiemu z okazji jego 54 urodzin.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s