Zebry tak, Palikot nie

Zbulwersowała mnie nagonka na profesora Jana Hartmana i postanowiłem zabrać w tej sprawie głos, zwłaszcza że niczym mi to nie grozi, bo z niczego nie można mnie wyrzucić. Przeczytałem dziś w Internecie:

„Skład komisji do spraw etyki w ochronie zdrowia, działającej przy ministrze zdrowia, został zmieniony. W nowym składzie nie ma prof. Jana Hartmana” – poinformował serwis Gosc.pl rzecznik prasowy ministra zdrowia Krzysztof Bąk. To efekt wypowiedzi o kazirodztwie – sugeruje „GN”: „Po skandalicznej wypowiedzi prof. Jana Hartmana o legalizacji kazirodztwa został on usunięty z działającej przy ministrze zdrowia komisji do spraw etyki w ochronie zdrowia” – pisze serwis Gosc.pl.

Chodzi o blogowy wpis z 28 września, w którym Hartman stwierdził m.in.: „Wygląda na to, że upada najsilniejsze tabu ziemskiego globu, jakim jest zakaz kazirodztwa”. Wpis zniknął już z sieci, ale wokół polityka rozpętała się burza. Hartmanowi sugerowano, że opowiada się za związkami kazirodczymi. – Skandaliczna wypowiedź – grzmiał Janusz Palikot w Radiu TOK FM, odcinając się od słów filozofa zasiadającego we władzach Twojego Ruchu. Mimo że Hartman próbował się tłumaczyć, jak widać, nic nie wskórał. 30 września został usunięty z partii Palikota.

Zobacz też. Niesiołowski: Kazirodztwo to obrzydliwe przestępstwo. Profesor etyki? Niech Hartman zmieni zawód (źródło: TVN24/x-news)

W przypadku profesora, marszałka, hrabiego, posła Stefana Niesiołowskiego sprawa jest jasna. Od dawna wiadomo, że nie myśli on samodzielnie, ale artykułuje jedynie zbiorowe emocje i przesądy najbardziej kołtuńskiej części katolickiego elektoratu. Nie kontroluje własnych emocji, nie jest w stanie rozumnie skonfrontować się z takim zjawiskiem jak Robert Biedroń czy też Anna Grodzka. Ma światopogląd ciosany siekierą. Uważa, że jest tylko jeden system wartości, mianowicie wartości chrześcijańskie, które utożsamia z Dekalogiem. Mniejsza z tym, że zawłaszcza bezpodstawnie w imieniu chrześcijanin ten Dekalog – do tego jeszcze nie zdaje sobie najwidoczniej sprawy, że wartości specyficznie chrześcijańskie wyrażone zostały w Kazaniu na Górze, które jest polemiką z Dekalogiem. Jako prosty profesor entomologii nie musi, rzecz jasna, wiedzieć, że dla filozofów, przynajmniej od czasów Nietzschego, wartości chrześcijańskie nie tylko nie są jedyne i oczywiste, ale właściwie nawet są bardzo wątpliwe. Mógłby jednak darować sobie uwagi na temat „profesora etyki” i nie utożsamiać tej etyki z katolickim katechizmem. My się nie wtrącamy do jego owadów i nie pouczamy go, że są to robaki, opierając się na potocznym znaczeniu słowa „robactwo”. W dodatku jest pozbawionym charakteru oportunistą, o czym świadczy jego zachowanie podczas drugiego głosowania nad kandydatura Wandy Nowickiej na wicemarszałka Sejmu: zagłosował tak jak mu kazał premier Tusk, wbrew własnemu sumieniu i obrzydzeniu.

Sprawa ministra Bartosza Arłukowicza jest inna. Jest on wysokim urzędnikiem państwowym i powinien działać nie wedle swego widzimisię, ani nie pod wpływem jakichś nacisków, jak prawdopodobnie było w tym wypadku, lecz zgodnie z procedurami i z czytelnym racjonalnym uzasadnieniem. Cóż skandalicznego jest w zdaniu: „Wygląda na to, że upada najsilniejsze tabu ziemskiego globu”? Czy to, że jest ono niepolityczne, gdyż prosty lud polski nie odróżnia go od zdania „Należy znieść prawny zakaz kazirodztwa” i w rezultacie jest to „gorszenie maluczkich”? Czy sam minister, w końcu tylko prosty pediatra, nie zauważa tej różnicy? Jak by to świadczyło o analitycznym potencjale jego intelektu? A może wszystko to jest związane z szykującym się sojuszem Twojego Ruchu z koalicją rządzącą pod kierownictwem Ewy Kopacz? Doprawdy nie wiem.

A Palikot? No cóż, okazał się, niestety, zwykłą świnią. Człowiek, który dopuszczał się programowo licznych prowokacji politycznych i obyczajowych, za którym ciągnie się „zakaz pedałowania”, który insynuował, że prezydent Lech Kaczyński jest alkoholikiem, a Wanda Nowicka podświadomie chce być zgwałcona, nagle reaguje jak najgorszy ciemny i niemyślący kołtun na formalnie całkowicie poprawną wypowiedź profesora Jana Hartmana. W tym wypadku nie ma żadnych okoliczności łagodzących. Janusz Palikot skończył studia filozoficzne, obronił pracę magisterską o Kantowskiej transcendentalnej jedności apercepcji i chociaż prawdziwa wyższa szkoła jazdy filozoficznej zaczyna się dopiero od Fichtego a nie od Kanta, to jednak pewnej klasy intelektualnej można by się było po Palikocie spodziewać, zwłaszcza że pamiętam, jak tłumacząc się ze swojej niefortunnej wypowiedzi o Wandzie Nowickiej, wpisywał ją w sposób dość pokrętny w jakiejś bardzo skomplikowane konteksty filozoficzne, dziwiąc się, że publiczność ich nie rozumie. Cała sprawa jest zapewne zwykłą rozgrywką polityczną i zresztą zarzuty padające ze strony Twojego Ruchu pod adresem profesora Hartmana sprowadzają się do tego, że popełnił ciężki błąd polityczny, a meritum sprawy nie ma tu nic do rzeczy. Po prostu głupi „profesorek”, jak się o nim wyrażają niektórzy towarzysze partyjni, który wprawdzie umie brylować w mediach, ale przy bliższym poznaniu okazuje się „potworem”, dał pretekst, żeby się go pozbyć, a chodzi tak naprawdę o jakieś „stołki”. Skoro tak, to gryźcie się palikotowcy o te stołki, póki jeszcze jakiś się ostał, bo odchodzicie bezpowrotnie w niebyt, elektoratu już nie macie – przynajmniej lewicowego i inteligenckiego.

W związku z problemem „etyki” wyznam, że w debacie publicznej irytują mnie nagminnie powtarzające się sformułowania: „wartości moralne i etyczne”, „wartości etyczno-moralne” itd., bo za cholerę nie mogę się domyślić, czym wedle tych, którzy w ten sposób mówią, różni się „moralne” od „etycznego”. Owszem, znam z filozofii Hegla pewne rozróżnienie pojęciowe między „Moralität” a „Sittlichkeit”, które w sensie językowym różnią się tym, że pierwsze jest zapożyczeniem z łaciny, a drugie jest rdzennie niemieckie, co powoduje, że pierwsze ma dla Niemca charakter bardziej wyrafinowany, intelektualny, a drugie brzmi swojsko i zwyczajnie. Bo poza tym żadnej różnicy między nimi nie ma: „moralitas” pochodzi od „mos” (zwyczaj, obyczaj), a „Sittlichkeit” od „Sitte” (zwyczaj, obyczaj). „Etyka” i „moralność” w języku polskim nie różnią się pod tym względem od siebie, żadne z tych słów nie jest rdzennie polskie, pierwsze jest zapożyczeniem z greki, drugie – z łaciny. Gdyby chcieć szukać jakiegoś polskiego odpowiednika dla „Sittlichkeit”, to byłaby to zapewne „obyczajność”. Hegel różnicuje znaczenia obu słów w taki sposób, że słowo rdzennie niemieckie odnosi się do zgodności z panującym obyczajem, a słowo pochodzące z łaciny – do zgodności z własną świadomością moralną (z indywidualnym sumieniem) i z własną refleksją na temat tego, co dobre, a co złe. Ta różnica zdaniem Hegla wytworzyła się w naszym kręgu kulturowym w czasach Sokratesa i sofistów, a śmierć Sokratesa jest rezultatem kolizji między tymi dwiema zasadami. Sokrates był, oczywiście, winien tego, co mu zarzucano. Faktycznie „demoralizował” młodzież, ingerował bezprawnie w świętą relację między synem a ojcem, zachęcając młodzieńca, żeby sam myślał i sam kierował swym życiem, zamiast robić, co tatulo i obyczaj każą. Faktycznie wprowadzał nowych bogów, mianowicie dajmoniona, którego miał w sobie samym, który nie był duchem zbiorowości, ale jego własnym, indywidualnym duchem. W analogiczny sposób był zresztą „winien” Jezus Chrystus – cholernie „winien”. W przypadku Sokratesa zbrodnią był sam fakt, że proponował on zastanawianie się nad tym, co dobre, a co złe, zamiast podchodzić do tego w sposób bezrefleksyjny jako do czegoś, co się samo przez się rozumie. Tę samą zbrodnię popełnił niedawno profesor Jan Hartman: zaproponował refleksję na temat kazirodztwa, zastanowienie się nad tym, dlaczego jest ono złe, zamiast bezmyślnego uznania, że jest złe, bo jest złe, bo jest to tabu i sam temat też jest tabu. To tabu to właśnie coś ze sfery obyczajności a nie moralności. I to wszystko. Jakże zacofana mentalnie jest ta nasza Polska!

Janusz Palikot
Magdalena Walulik, „Palikot i zebry”, olej na płycie

Jesienią 2011 sam agitowałem na rzecz Ruchu Palikota. Zresztą wraz z małżonką, Magdalena Walulik, która nawet namalowała na tę okoliczność piękny obraz, nazwany „Palikot i zebry”. Kiedy dziś patrzę na ten obraz, myślę sobie: „zebry tak, Palikot nie”. A zebra nabiera tu znaczenia czegoś w rodzaju debaty o kazirodztwie, która – jak się okazało – byłaby w polskiej przestrzeni publicznej czymś równie idiotycznym i egzotycznym jak zebra na polskiej łące, zamiast swojskiej Krasuli.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s