Astrologiczny model „efektu Mozarta”

Nie ukrywam, że ze środowiskiem astrologicznym jestem na bakier. Po pierwsze, nie podoba mi się, kiedy astrologowie zajmują się pierdołami, np. przewidywaniem wyniku meczu piłkarskiego albo badaniem, za sprawą jakich układów planet zepsuł się komuś samochód. Moim zdaniem astrologia powinna bowiem być przede wszystkim narzędziem do realizacji zadania: „Poznaj samego siebie”. Powinna służyć do rozpoznawania sensu indywidualnego życia, powinna pomagać w odróżnianiu tego, co istotne, od tego, co nieistotne. Inaczej mówiąc, uważam, że „gwiazdy” powinny totalnie ignorować to, co nieistotne, udzielając na głupie pytania wyłącznie głupich odpowiedzi. Życie ma bowiem wymiar zwykły i wymiar ezoteryczny, a my sami też mamy mały ziemski rozumek, tzw. zdrowy rozsądek, i wyższy rozum, o którym ten pierwszy nic nie wie. Z owego wyższego rozumu wypłynął zamysł tego konkretnego ziemskiego wcielenia, z którym się borykamy, przeważnie nie bardzo wiedząc, o co chodzi. „Gwiazdy” pomagają nam rozwiązać tę zagadkę, a każdy człowiek jest inną zagadką.

Dlatego, po drugie, nie mam zrozumienia do odwoływania się do gotowych formułek, czerpanych z dawniejszej tradycji albo i całkiem niedawno powstałych koncepcji. Np. w tradycyjnym ujęciu moje Słońce w X domu jest tzw. hylegiem, czyli dawcą życia. W Wodniku jest ono na „wygnaniu”. Oj, niedobrze! Planetą, która tworzy z nim najsilniejszy nieharmonijny aspekt i wskazuje na zagrożenia dla zdrowia, czyli tzw. anaretą, jest Saturn w ścisłej opozycji. Fatalnie, gorzej być nie może! Planetą, która tworzy z moim Słońcem najsilniejszy aspekt harmonijny i powinna dodawać sił życiowych, jest Neptun w bardzo luźnym (sześciostopniowym) trygonie. Nie tylko aspekt naciągany, ale i wsparcie ze strony Neptuna jest raczej wątpliwe.

A jak faktycznie przedstawia się moje zdrowie? Ostatni raz byłem u lekarza 23 lata temu. Bardzo rzadko zdarza mi się złapać jakąś infekcję, a jeżeli już, to na ogół w ciągu doby sobie z nią potrafię poradzić: pokicham, posmarkam, pokaszlę i na drugi dzień rano wstaję zdrowy. Tak jest teraz. W dzieciństwie i młodości chorowałem na takie coś bardziej „normalnie” – przez tydzień. Można wprawdzie powiedzieć, że faktycznie Słońce coś ma do mojego zdrowia, bo 23 lata temu było ono w progresywnej półkwadraturze do samego siebie, ale żebym był słabego zdrowia, tego bym jednak nie powiedział.

Poza tym ze swoim Merkurym „spalonym” przez Słońce i w opozycji do Saturna powinienem być kretynem, a ze swoją Wenus w opozycji do Urana powinienem nie wychodzić z burdelu i mieć upodobanie do najdziwaczniejszych perwersji. A nie jestem moim skromnym zdaniem ani kretynem, ani rozpustnikiem. Może gdyby inny duch wszedł w to ciało w tym czasie i miejscu, potwierdzałby prawdziwość przywołanych formułek, ale mój duch przerabia najwyraźniej na tych układach planetarnych całkiem co innego.
Sam jako astrolog uprawiam tzw. astrologię „Uraniczną” (w odróżnieniu od „Neptunicznej”). W szczególności uważam, że znaczenia poszczególnych elementów horoskopu określone są przez całą jego strukturę, a ponadto lepiej najpierw się przyjrzeć ich faktycznemu działaniu zamiast hołdować stereotypom.

Sarastro

Sarastro z „Czarodziejskiego fletu” Wolfganga Amadeusza Mozarta

W ostatnim swoim wpisie na tym blogu – z okazji Święta Zmarłych – zająłem się problematyką śmierci w kontekście horoskopu Wolfganga Amadeusza Mozarta. Pokazałem m.in. że data śmierci Wolfganga Amadeusza jest wyznaczona co do dnia, jeżeli oprzeć się na idealizacji pozycji Ascendentu (12°21’10.59″ Panny) jako jego faktycznego Ascendentu oraz na faktycznej pozycji jego Jowisza (18°30’58” Wagi). Dzisiaj pokażę, że można również dokonać idealizacji pozycji tego Jowisza, która całkowicie się pokryje z jego faktyczną (empiryczną) długością ekliptyczną, a przy okazji odsłoni całościową subtelną strukturę tego horoskopu.

Mozart horoskop

Punktem wyjścia jest w całej tej konstrukcji Descendent, wyznaczony przez formułę:

0° Wodnika + 360° x 2/17 = 12°21’10.59″ Ryb (= Descendent).

W kolejnym kroku należy dokonać idealizacji pozycji Urana (niecały stopień nad Descendentem), opierając się na założeniu, że Uran jest w aspekcie 4/17 do Medium Coeli, w aspekcie 3/13 do gwiazdy Aldebaran (w koniunkcji z Medium Coeli), a midpunkt Aldebarana i Medium Coeli jest w aspekcie 4/17 z Descendentem.

Idealizacją pozycji Urana (faktycznie 13°11’4″ Ryb) jest więc punkt 13°10’02.71″ Ryb:

13°10’02.71″ Ryb + 360° x 4/17 = 7°52’23.89″ Bliźniąt ≈ Medium Coeli,
13°10’02.71″ Ryb + 360° x 3/13 = 6°14’39.63″ Bliźniąt ≈ Aldebaran,
(7°52’23.89″ Bliźniąt + 6°14’39.63″ Bliźniąt) : 2 = 7°03’31.76″ Bliźniąt ≈ midpunkt Medium Coeli i Aldebarana,
7°03’31.76″ Bliźniąt – 360° x 4/17 = 12°21’10.59″ Ryb (= Descendent).

W ten sposób dowiadujemy się czegoś bliżej na temat „geniusza” Wolfganga Amadeusza, źródła jego geniuszu, mianowicie Urana, którego Mozart ma tuż nad Descendentem. Ten Uran jest „ambasadorem galaktyki”, związanym w szczególny sposób z Aldebaranem, a jego podstawowym zadaniem jest transformacja „trzynastkowej wibracji” z Aldebarana w „siedemnastkową wibrację”, która ma być za sprawą (muzyki) Mozarta wzbudzona na Ziemi.

Zgodnie z rewelacjami uzyskanymi wiele lat temu od mojej medium, Klary Wojant, biegiem rozwoju Ziemi w wymiarze historyczno-kulturowym sterują ośrodki usytuowane na Antaresie i Aldebaranie, które z ziemskiej perspektywy tworzą bardzo dokładną opozycję i uchodzą za dwie spośród czterech „gwiazd królewskich”. Dokładniej biorąc, na Antaresie panuje system trzynastkowy i to tam powstał plan cywilizacyjnej historii ludzkości. Natomiast nad jego urzeczywistnieniem pieczę ma Aldebaran, który wprowadza dodatkowo do akcji wibracje jedenastkowe. Analogicznie do tego, że Uran jest w aspekcie trzynastkowym do Aldebarana, Saturn Mozarta oraz jego Wenus tworzą aspekty trzynastkowe z Antaresem, tzn. są podłączone bezpośrednio pod gwiezdny plan dla Ziemi jako taki.

Z ziemskiej perspektywy trzynastki są nośnikiem energii zmiany, przeobrażenia jako czegoś w rodzaju „kija w szprychy” stabilnego systemu dwunastkowego. Jeżeli za sprawą Mozarta puszczona została w obieg jakaś energia kształtująca historię duchową ludzkości (przynajmniej w naszym kręgu kulturowym) i ma to związek z transformacją wibracji trzynastkowej w siedemnastkową, to z pewnością te siedemnastki mają charakter artystyczny. Można to wyjaśnić bliżej przez odwołanie się do cyklu dwunastkowego, w którym trzynastka jest wyższym gradientem jedynki, a siedemnastka – piątki. Na tym wyższym gradiencie trzynastka ma więc znaczenie podstawowe, jest jakby wyższym piętrem Ascendentu, a siedemnastka ma odpowiednio znaczenie wyższego piętra piątki, co odnosi się zarówno do kwintyla, jak i do V domu – a i kwintyle, i V dom odgrywają u Mozarta główną rolę. Skoro więc w astrologii I dom wyraża się przez V dom, to można powiedzieć, że w ten sam sposób XIII dom (≈ I) będzie się wyrażał przez XVII dom (≈ V).
Jak Uran jest w aspekcie 3/13 do Aldebarana, tak z kolei Wenus jest w aspekcie 3/13 do Antaresa, co wzajemny aspekt obu planet określa jako 1/26 i w rezultacie idealizacja pozycji Wenus (29°19’10” Wodnika) przedstawia się tak:

Uran (13°10’02.71″ Ryb) – 360° x 1/26 = 29°19’16.56″ Wodnika.

Należy teraz spodziewać się aspektu siedemnastkowego, poprzez który ta Wenus będzie się artystycznie wyrażać. Otóż aspekt taki łączy ją z Merkurym (360° x 4/17 = 8°08’14” Wodnika):

29°19’16.56″ Wodnika – 360° x 1/17 = 8°08’41.27″ Wodnika.

I ten Merkury, władca Ascendentu i Medium Coeli, jest poniekąd docelowy – jego super precyzyjne siedemnastkowe współdziałanie z Wenus w znaku Wodnika w V domu przekłada się na szczególną wibrację jego muzyki, znaną choćby pod nazwą „efektu Mozarta” – od tej muzyki jakoby krowy więcej mleka dają, a zboże lepiej rośnie, ale to tylko przy okazji, bo zasadniczo jest to muzyka adresowana do ludzi.

Motyw niezwykłego działania muzyki pojawia się w znanej operze Mozarta – „Czarodziejski flet”. Dźwięki tego fletu mają władzę nad zwierzętami a ludziom kroczącym ścieżką duchowego rozwoju pozwalają zwycięsko dojść do celu, pokonując wszystkie przeszkody. Nie trzeba zbytnio wysilać głowy, żeby domyślić się, że ten flet to przede wszystkim metafora muzyki samego Mozarta, która puszczona w świat wywołuje niezwykłe skutki. A jakie, to już zależy od poziomu człowieka. Np. towarzysz Tamina, mianowicie Papageno, wcale  nie interesuje się rozwojem duchowym, ale też coś dostał w podarunku – czarodziejskie dzwoneczki, które umożliwiły mu znalezienie i zdobycie Papageny w celu spłodzenia z nią licznej gromadki Papageniątek.

Królowa Nocy

Królowa Nocy z „Czarodziejskiego fletu” Wolfganga Amadeusza Mozarta

Cała sprawa ma jednak wymiar ogólniejszy, historyczny. W operze chodzi o pokonanie ciemności królestwa Królowej Nocy i ugruntowanie panowania słonecznego zakonu Sarastra. Oczywiście, chodzi o nową fazę tych samych dziejów ludzkości, w których panowanie Królowej Nocy było przez długi czas w pełni uprawnione, a czarodziejski flet był dziełem nieżyjącego już męża Królowej, utworzonym z tysiącletniego dębu, co wyraźnie wskazuje na odniesienie do długich epok w naszych dziejach – takich choćby jak średniowiecze. I w końcu Tamino dostaje ten flet od dam ze świty Królowej.

Czy są jednak w „Czarodziejskim flecie” jakieś odniesienia do gwiazd, żeby można było jakoś udokumentować ten wątek Antaresa i Aldebarana w horoskopie Mozarta? Czemu nie. „Die sternflammende Königin”, tak się mówi o Królowej Nocy, a znaczy to dosłownie „skrząca się gwiazdami Królowa”, albo w wolnym przekładzie – „Jej Gwiaździstość”. A Sarastro kojarzyć się może nie tylko z Zoroastrem, ale i z astralistyką. Opera ta powstała w roku 1791, czyli już w okresie Wielkiej Rewolucji Francuskiej, wieńczącej ze wszech miar przełomowe stulecie, zwane Oświeceniem.

Powróćmy jednak do horoskopu Mozarta. Merkury 8°08’41.27″ Wodnika. A Słońce? Wystarczy odjąć od pozycji Merkurego różnicę między Uranem a Descendentem, której sens określa przedstawiona powyżej konstrukcja, a mamy i pozycję Słońca Mozarta:

8°08’41.27″ Wodnika – 0°48’52.12″ = 7°19’49.15″ Wodnika ≈ Słońce = 7°22’58” Wodnika.

Zgodnie z sensem całej konstrukcji, Merkury jest bardziej gwiezdny (jak Uran i Wenus), a Słońce (podobnie jak Descendent) – gwiezdno-ziemskie, o ile „gwiezdny” jest Aldebaran, a Medium Coeli jest „ziemskie” jako związane z lokalnym układem ziemskim. Ależ ten Merkury Mozarta, w odległości od Słońca zaledwie 0°48’52.12″, jest „spalony” i do niczego! Ha, ha! Daj, Boże, każdemu takiego Merkurego!

I co dalej? Dodajmy kwintyl do pozycji Słońca:

7°19’49.15″ Wodnika + 72° = 19°19’49.15″ Barana,

co jest pozycją Urana (13°10’02.71″ Ryb) przesuniętego o łuk słoneczny 36°09’46.44″, odpowiadający długości życia Mozarta od narodzin do śmierci.

I na koniec dodajmy ten łuk do pozycji Ascendentu:

Ascendent (12°21’10.59″ Panny) + 36°09’46.44″ = 18°30’57.03″ Wagi (faktycznie 18°30’58” Wagi, co oznacza, że ta idealizacja łuku słonecznego wyznacza datę śmierci, czy może raczej przejścia do wieczności, z dokładnością co do dnia. Dodam przy tym, że ta różnica 0°09’46.44″ w stosunku do decyla (36°) występuje nie tylko w relacji Słońce/Uran i Ascendent/Jowisz, ale również jako dodana do pozycji Księżyca i Plutona, liczonej za pomocą aspektu 2/17 od punktu 0° Wodnika:

0° Wodnika – 360° x 2/17 + 0°09’46.44″ = 17°48’35.85″ Strzelca (Księżyc = 17°46’31” Strzelca, Pluton = 17°46’55” Strzelca).

Reklamy

2 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s