Marek Rosiak, czyli filozoficzny bandytyzm umysłowy

hegelTak się składa, że różni ludzie zwracają się do mnie o opinię na temat wszystkiego, co przeczytają lub usłyszą na temat Hegla. Wczoraj zwrócono moją uwagę na książkę Marka Rosiaka Dialektyka Hegla. Krytyczny komentarz do głównych tekstów metafizycznych, Kraków 2011, z zapewnieniem, że wprawdzie we wstępie autor obrzuca Hegla wyzwiskami, ale potem rozprawia się już z nim merytorycznie. Zajrzałem, rzeczywiście stek wyzwisk – i z tym autor radzi sobie całkiem nieźle. Z tym, że wyzwiskami obrzucany jest nie tylko Hegel, ale i wszyscy, którzy odnoszą się do Hegla z uznaniem, a to znaczy również i ja, choć bez wymieniania z nazwiska. Ponadto te obelgi przewijają się przez całą książkę, nie ograniczając się do wstępu.

Ale przejdźmy od razu do części merytorycznej, zaczynającej się od strony 18. Czytamy tam:
„[…] Heglowska koncepcja dialektyki: Ma to być metoda nie rozdzielania, ale właśnie łączenia pojęć w bardziej skomplikowane struktury, zgodnie z ich wewnętrznymi powiązaniami.” Skąd wziął autor takie ujęciem dialektyki Hegla i co przez to rozumie? Co przez to rozumie, trudno powiedzieć, a skąd – w swoim mniemaniu – to wziął, zaraz się okaże.

Najpierw jednak wskażę, jak Hegel rozumie przynajmniej sam termin „dialektyka” i „dialektyczny”. Najkrócej i najdobitniej przedstawił to w swojej „Encyklopedii nauk filozoficznych”:

„§ 79. To, co logiczne, ma ze względu na swą formę trzy strony: alfa) abstrakcyjną, czyli rozsądkową, beta) dialektyczną, czyli negatywnie-rozumową, gamma) spekulatywną, czyli pozytywnie-rozumową. […]

§ 80. alfa) Myślenie jako rozsądek poprzestaje na trwałej określoności i na tym, co odróżnia ją od innych określoności. Tego rodzaju ograniczony abstrakt ma dla niego znaczenie czegoś utrzymującego się dla siebie i istniejącego.

§ 81. beta) Moment dialektyczny jest własnym samoznoszeniem się takich skończonych określeń i ich przechodzeniem w określenia względem nich przeciwstawne. […]

§ 82. gamma) To, co spekulatywne, czyli pozytywnie-rozumowe, ujmuje jedność określeń w ich przeciwstawności, ujmuje moment afirmatywny zawarty w ich rozpłynięciu się i przechodzeniu.”

Krótko mówiąc, dialektyka jest dla Hegla obalaniem sztywnych pojęć rozsądkowych, a bynajmniej nie jest określana jako łączenie pojęć w bardziej skomplikowane struktury. Łączenie – jeśli już trzymać się tego słowa – jest domeną myślenia spekulatywnego. Hegel w swoim myśleniu łączy jedno z drugim, tzn. negatywny moment dialektyczny z pozytywnym momentem spekulatywnym.

Ale zdaniem pana Rosiaka metoda Hegla polega na łączeniu a nie rozdzielaniu – cokolwiek to znaczy, gdyż miejsce z Fenomenologii ducha, do którego się odwołuje i w którym w ogóle nie pojawia się termin „dialektyka”, jest w bardzo luźnym związku z tym, co napisał: „To odwrócenie kierunku dialektyki jest jego zdaniem [czyli zdaniem Hegla] charakterystyczne dla epoki nowożytnej, a w szczególności dla czasów mu współczesnych, w odróżnieniu od starożytności (s. 45).” S. 45 to odsyłacz do I tomu Fenomenologii ducha w przekładzie Adama Landmana. Hegel pisze tam, że w starożytności ogólne, abstrakcyjne pojęcia rozsądkowe dopiero się kształtowały i wówczas głównym zadaniem było właśnie ich ukształtowanie. „Natomiast w czasach nowożytnych jednostka zastaje formę abstrakcyjną jako coś już gotowego. […] Toteż zadanie polega teraz […] na czymś wręcz przeciwnym [mianowicie na tym, żeby] uczynić płynnymi zakrzepłe myśli.”

Nie wiem, co się działo w głowie pana Rosiaka przy lekturze tej strony, że uznał, iż chodzi tu Heglowi o to, żeby łączyć pojęcia w bardziej skomplikowane struktury. Mniejsza z tym, czytajmy dalej: „Notabene, faktycznie dialektyka Kanta ma charakter syntetyczny, i to w najwyższym stopniu, bowiem idee transcendentalne są przecież próbami osiągnięcia przez umysł najwyższej, wszechobejmującej syntezy poznania.”

Można, oczywiście, różnie interpretować Kanta i na różne sposoby wychodzić poza Kanta, ale określenie „idee transcendentalne” jest jawnie wbrew tekstowi Kanta, który dowodził w „Krytyce czystego rozumu”, że właśnie idee rozumu nie są transcendentalne i dlatego żadna synteza w tym względzie nie jest możliwa, a rozum zajmując się nimi, wikła się jedynie w antynomie, metafizyka nie więc jest możliwa jako nauka. Jeżeli chodzi o aprioryczne formy podmiotowe, to transcendentalne są jedynie aprioryczne formy naoczności zmysłowej, kategorie intelektu i mowa jest również o transcendentalnej jedności apercepcji, ale idee rozumu – w żadnym razie nie są transcendentalne. Pan Rosiak jest więc skandalicznie niedouczony, również w zakresie takiej łatwizny (oczywiście, w porównaniu z Fichtem, Schellingiem i Heglem) jak Kant.

Tak, jest zdecydowanie niedouczony, również w odniesieniu do Hegla, o którym ośmielił się napisać książkę. Pisze bowiem dalej: „Fenomenologia ducha jest pierwszym wykładem Heglowskiego idealizmu obiektywnego” – nie wiem po co używa tej wziętej z zewnątrz (zapewne z marksizmu) etykietki „idealizm obiektywny”, zwłaszcza że sam z nią następnie polemizuje. „Następnie Hegel opublikował nowe, całościowe ujęcie swego systemu pt. Nauka logiki.”

Jak tak można, panie Rosiak? Przecież to jest Heglowski elementarz, że nauka logiki jest jedynie pierwszą częścią systemu Hegla, w skład którego wchodzą ponadto filozofia przyrody jako część druga i filozofia ducha jako część trzecia. Pan Rosiak tego nie wie, bo nie zajrzał do Encyklopedii nauk filozoficznych, choć wypowiada się na jej temat: „Istnieje też skrócony wykład całego systemu – tzw. Encyklopedia nauk filozoficznych.”

Nie „też”, gdyż jest to jedyne ujęcie całości systemu. Istotnie, nauka logiki z Encyklopedii (tzw. mała logika) jest krótsza od w/w Nauki logiki (wielka logika). Ale nawet gdyby za pełne przedstawienie systemu Hegla uważać wydanie jego dzieł w 20 tomach, to i tak niektóre jego elementy składowe zawarte są wyłącznie w Encyklopedii (filozofia przyrody i znaczna część filozofii ducha subiektywnego).

Tyle mam uwag po przeczytaniu dwóch stron, choć mógłbym jeszcze chwilę poznęcać się nad tym, co pominąłem milczeniem. Czy ma sens dalsza lektura tej książki? Nie ma. Pierwsze zdanie Wstępu brzmi: „Niniejsze studium powstało w wyniku wielokrotnie podejmowanych prób zrozumienia Heglowskiej metafizyki, które po z górą ćwierćwieczu doprowadziły mnie do wniosku, że zamierzenie to nie może się powieść.” Istotnie, zamierzenie to w wydaniu pana Rosiaka nie może się powieść, skoro po ćwierćwieczu zmagań z Heglem wszystko, co Hegel napisał, przeinacza, nic z niego nie rozumie i nie zna nawet elementarnych faktów na temat systemu Hegla, nie wymagających przecież umiejętności myślenia spekulatywno-dialektycznego, w którego realność zresztą on sam wątpi, uważając je za mistyfikację. Po prostu pan Rosiak przez jakieś tragiczne nieporozumienie zajął się filozofią, do której nie ma żadnych uzdolnień, Uniwersytet Jagielloński wypuścił niedouczonego absolwenta, a Instytut Filozofii Uniwersytetu Łódzkiego nie wiadomo po jaką cholerę go zatrudnia.

Pan Rosiak niczego z Hegla nie rozumie, co wynika nie tylko z tego, co o nim pisze, ale również z jego własnych wyznań. Cóż, nie on jeden przecież ma ten problem. Uogólnianie tego stanu rzeczy na wszystkich, łącznie z samym Heglem, jest jednak bezzasadne. Wystarczy mi, że ja go rozumiem, żeby uznać błędność tezy pana Rosiaka i zaprzestać dalszej lektury jego książki. Pisze on, co mogę wziąć do siebie: „Bodaj czy nie najczęstszą bowiem reakcją heglistów na krytykę jest po prostu wyniosłe milczenie – strategia niewątpliwie najbezpieczniejsza, lecz zarazem bezlitośnie obnażająca to, jak mało wspólnego z tradycją otwartej dyskusji, leżącą u samych podstaw filozofii, ma propagowany przez Hegla zwyczaj zajmowania «wyższego punktu widzenia»”. O co chodzi, panie Rosiak? O jakąś trywialną demokrację w sferze ducha i kultury, na gruncie której nie ma różnicy między wyższym a niższym punktem widzenia i wszyscy plotą bez sensu, co im się podoba? Okopał się Pan na swoim najniższym z możliwych filozoficznych punktów widzenia, wszystko co Pan mówi o Heglu, wymaga nieustannych sprostowań, których prawdopodobnie i tak nie przyjmie Pan do wiadomości, obnosi się Pan ze swoją arogancją wobec inaczej myślących – kto rozsądny miałby ochotę z kimś takim poważnie dyskutować?

Bynajmniej nie to mnie martwi, że jest taki pan Rosiak, który ujada na Hegla i heglistów. Bo najgorsze jest w tym wszystkim, że jest to publikacja dofinansowana przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. To jest już szczyt perfidii. Dofinansowuje się kompletnie nic nie wartą, wręcz szkodliwą książkę chyba głównie po to, żeby uzasadnić na przykładzie zawartej w niej totalnej „krytyki” Hegla (będącego wszak zwieńczeniem całej nowożytnej historii filozofii), że filozofia w ogóle jest stekiem bzdur i w związku z tym, nie ma co wydawać na nią pieniędzy.

I faktycznie, ostatnio Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zaprzestało już całkowicie jakiegokolwiek dofinansowywania Biblioteki Klasyków Filozofii, a Wydawnictwo Naukowe PWN, od dawna nastawione wyłącznie komercyjnie, udaje w sposób mało przekonujący, że taka seria w ogóle jeszcze istnieje. Czyż Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie powinno raczej dofinansować tłumaczenia (dokonanego przez kogoś, kto zna i rozumie Hegla, tzn. przeze mnie) pełnej, trzytomowej wersji Encyklopedii nauk filozoficznych Hegla, zamiast przyczyniać się do wydania książki napisanej przez kompletnego ignoranta, dowodzącej bezczelnie, że Hegel był matołem?

A oto zdjęcie profesora Marka Rosiaka:

prof. M. Rosiak

Reklamy

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s