Czytam Marka Rosiaka dla beki

Jestem na ogół człowiekiem dobrotliwym, wyrozumiałym i życzliwym ludziom. Ale czasem się wnerwiam. I sprzykrzyło mi się, że na hasło „Hegel” zaraz odzywa się ktoś, żeby przytoczyć czyjąś (znacznie rzadziej własną) ociekającą jadem, idiotyczną opinię na jego temat – typu „szarlatan”, „prusak”, „totalitarysta”, „megaloman”, „imbecyl” itd. A prośba o moją wypowiedź na temat książki o Heglu profesora Rosiaka opatrzona była takim komentarzem, że ten paszkwil wydało przecież szacowne wydawnictwo Universitas, więc chyba jej autor musi mieć rację. Uczytałem dwie strony, wyrobiłem sobie zdanie o tym produkcie i napisałem na swoim blogu, co o nim myślę. Nie twierdzę, że byłem wobec autora kurtuazyjny. Za ten stek wyzwisk pod adresem Hegla nie zasłużył on sobie ani na „wyniosłe milczenie”, ani na merytoryczną polemikę. Za to na obelgi – jak najbardziej.

Sytuację dość dobrze charakteryzuje jeden z komentarzy na facebooku pod linkiem do mojej „recenzji”:

„Czytałem tego Rosiaka, zirytowałem się i napisałem recenzję, a potem pomyślałem, że nie ma sensu się z nią pchać do druku, bo mimo starań o utrzymanie merytorycznego tonu jej wymowa i tak sprowadza się do tego, że autor jest pyszałkowatym debilem.”

Pchać się do druku może rzeczywiście nie warto, ale spróbuję zachęcić autora powyższej wypowiedzi, żeby puścił przynajmniej tę swoją recenzję w internecie.

Z kolei jeden z profesorów filozofii zareagował tak:

„Bardzo się cieszę, że zdecydowałeś się zamieść w sieci recenzję pracy M. Rosiaka; jest to książka rzeczywiście szkodliwa i kuriozalna, a Twoje uwagi krytyczne trafnie obnażają całe to kuriozum. Swoją drogą, z trudem mogę pojąć, jak osoba na stanowisku profesora filozofii mogła napisać tak nasączony jadem i pozbawiony treści paszkwil (w całkowitym przy tym oderwaniu od przedmiotu, literatury źródłowej, itd.), a ponadto napompować go do rozmiarów pełnowymiarowej monografii? To jest w ogóle trudne do zrozumienia w sensie psychologicznym. Moim zdaniem stoi za tym jakiś głęboki resentyment, inaczej nie potrafię tego sobie wytłumaczyć. Można napisać pracę krytyczną na dany temat, ale wtedy uwzględnia się przynajmniej jakieś pozytywne strony przedmiotu badań – coś skłoniło przecież autora do poświęcenia kawałka życia na studiowanie tego tematu. Tu mamy tymczasem same negatywy (a właściwie: inwektywy). Nawet znany z osobistej niechęci do Hegla Schopenhauer i nawiązujący do niego niedwuznacznie (w pracy «Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie») Popper razem wzięci nie byliby w stanie wygenerować takiego ładunku pogardy i nienawiści do Hegla …”

Inny profesor filozofii ograniczył się do wyrazów ubolewania:

„Biedna Łódź…. on tam buszuje od lat!”

Opinie doktorów filozofii o omawianej książce też były negatywne:

„Bardzo dobry tekst – Pana… Myślę, że to gra osób niezbyt spełnionych w dziedzinach, którymi profesjonalnie powinni się zajmować. Polemizują z jakimś widmem Hegla, bo z silnie heglizującym (post)analitycznym neopragmatyzmem Roberta B. Brandoma, Johna McDowella czy Pirmina Stekelera-Weithofera po prostu im nie wypada. Abstrahując od tego, że spór z Heglem «przełożonym» na bliskie im formy uprawiania filozofii okazałby się kompromitacją przede wszystkim w zakresie ich własnej specjalizacji logiczno-analitycznej.”

„Tak, rzeczywiście negatywne emocje wokół Hegla to ciekawe zjawisko socjologiczne. Ja uważam, że ludzi rozdrażnia dążenie Hegla do prawdy i to, że zdziałał on w tym kierunku więcej niż ktokolwiek inny. A to wszystko w kontekście zmiany formy uprawiania filozofii (na przyczynkarstwo z przypisami).”

Natomiast w obronie profesora Rosiaka stanął jego student:

„Piszę zasmucony Pańską reakcją na lekturę tekstu profesora Rosiaka o Heglu. Jestem studentem Uniwersytetu Łódzkiego – filozofia na MISH-S […] Chodzę na zajęcia prowadzone przez Marka Rosiaka. […] Otóż w dyskursie filozofii kultury […] zbyt wiele dziś dialektyczno-spekulatywnej aktywności rozumu, zbyt mało zdyscyplinowanej, formalnej aktywności rozsądku. Sam dla siebie nazywam to zjawisko «zarazą kulturoznawczą». Chciałbym, żeby dostrzegł Pan, że większość naukowców zajmujących się współcześnie kulturą nie jest w stanie stworzyć przejrzystej ontologii, czy sformułować jasnych pojęć, którymi następnie będzie posługiwać się w niemniej jasnym wywodzie. Zastępy «badaczy» formułują miałkie tezy lub po prostu ograniczają się do niezbyt ambitnych stematyzowanych kompilacji wiedzy już wytworzonej, wierząc chyba, że ktoś dostrzeże w nich nowych Foucaultów, czy choćby Lederów. Wątpię by Rozum był z tego stanu rzeczy zadowolony. Myślę, że Rozum tęskni już nieco za Rozsądkiem. […] Chciałbym, żeby dał Pan szansę Duchowi i zrezygnował z nieproduktywnego zamykania dyskusji określeniem «niedouczony», czy srożenia się na złośliwości profesora Rosiaka. Wierzę, że z prowadzonej w dobrej wierze dialektyki między Panami mogłaby wyniknąć jakaś fajna emancypacja, czy też interesujące (w)zniesienie. Zaznaczam, że podczas zajęć profesor Rosiak podkreśla potrzebę merytorycznego dyskutowania problemów, nawet jeśli oznacza to formułowanie potencjalnie «konfliktowych» sądów. Myślę więc, że nie odmówiłby debaty na temat Hegla.”

Odpowiedziałem mu tak:

„Dyskusja na te tematy na pewno by się przydała, ale nie z profesorem Rosiakiem, który swoją arogancją z miejsca ją uniemożliwił. Jego mniemanie, że Hegel nie zna elementarnych zasad myślenia rozsądkowego i że trzeba mu wykazywać błędy w tym względzie, jest nieporozumieniem. I doprawdy nie jest rozwiązaniem sprawy aplikowanie większych dawek takiego myślenia współczesnej filozofii, gdyż filozofów analitycznych są całe zastępy i nic ciekawego z tego nie wynika. Hegel już dawno temu poddał gruntownej krytyce cały ten zestaw narzędzi logicznych, którymi posługują się obecnie filozofowie analityczni, nie zastanawiając się w ogóle nad tym, czy są to dobre narzędzia. Fakt, patrzył z góry na ten typ myślenia, ale świetnie go rozumiał i uznawał jego prawomocność w pewnym zakresie. Ale kiedy ze swej strony filozofowie analityczni parzą na Hegla z góry i z politowaniem, to sytuacja jest inna, gdyż oni (i nie tylko oni) Hegla po prostu nie rozumieją. A krytykując coś, należałoby to najpierw zrozumieć. To profesor Rosiak idzie na łatwiznę, twierdząc, że Hegla nie da się zrozumieć, gdyż jest to od początku do końca bełkot bez sensu. Jeżeli ma on kłopot ze zrozumieniem czegoś, albo ma wrażenie, że Hegel szydzi sobie z czytelnika, to niech się zwróci do mnie, ale ze szczerą intencją, to mu pomogę, bo zjadłem zęby na Heglu i rozumiem jego tekst, jak również trudności, jakie można mieć z jego zrozumieniem. To nie jest sytuacja, że profesor Rosiak rozumie Hegla po swojemu i ja po swojemu, można więc podyskutować o tym, która interpretacja jest bardziej uzasadniona. Bo sposób rozumienia sprowadzający się do stwierdzenia «stek bzdur» to coś, z czym nie da się sensownie dyskutować. Szczerze mówiąc, nie to stanowi problem, że profesor Rosiak jest niedouczony […] Problemem (dla mnie) jest jego brak kultury filozoficznej i klasy intelektualnej. Co się tyczy mojej osoby, to nie jestem bynajmniej rozwichrzoną, jednostronnie humanistyczną umysłowością, nie radzącą sobie z matematyką i logiką (jako przedmiot dodatkowy w trakcie studiów filozoficznych zdawałem egzamin z algebry I na wydziale matematyki UW). Równolegle ze studiami nad Heglem wchłaniałem z zachwytem megadawki muzyki Mozarta. Jestem więc kombinacją, której profesor Rosiak kompletnie nie rozumie, zastanawiając się, jak ktoś, kto słucha Mozarta albo radzi sobie nieźle z naukami ścisłymi, może pozytywnie odnosić się do Hegla.”

Przy okazji całej tej sprawy zacząłem sprawdzać w internecie, kto to jest Marek Rosiak. I zaraz natrafiłem na stronę:
Czytam Marka Rosiaka dla beki
Społeczność
„Dostarczamy porcje wyrafinowanego humoru wprost z kart zapisanych własnoręcznie przez Marka Rosiaka – enfant terrible łódzkiego środowiska filozoficznego.”

Wysłałem na tę stronę link do mojego wpisu o książce Marka Rosiaka na moim blogu, co zostało skwitowane notatką:

„Napisał do nas Pan Światosław Florian Nowicki, specjalista w sprawach związanych z Heglem i podesłał do nas poniższy tekst. Jesteśmy ciekawi Waszej opinii. Zgadzacie się? Czy szykuje nam się wojna tytanów słowa?”

A wczoraj pojawiła się tam informacja:

„Niedługo przyszło nam czekać na odpowiedź prof. Rosiaka na zarzuty w stosunku do jego, cytowanej przez nas z lubością, «Dialektyki Hegla»! Zapraszamy do lektury.”

Przeczytałem. Jak było do przewidzenia, profesor Rosiak odpiera dzielnie wszystkie moje zarzuty. A ja obstaję przy swoim, lecz wyrażę się prościej.

Panie Rosiak, jak się pisze książkę o dialektyce Hegla, to wypada najpierw poprawnie zreferować, czym ta dialektyka jest w rozumieniu samego Hegla, odwołując się do właściwych miejsc z dzieł samego Hegla. Takim miejscem jest ostatni rozdział „Nauki logiki” pt. Idea absolutna, z którego się dowiadujemy, że zasadniczo treścią idei absolutnej jest metoda, którą można określić mianem dialektycznej lub dialektyczno-spekulatywnej. Jest tego ze dwadzieścia stron, ale wiem, że jest to tekst dla Pana (i zresztą nie tylko dla Pana) stanowczo za trudny, więc wskazałem tych kilka paragrafów z „Encyklopedii”, znacznie łatwiejszych do zrozumienia. Pan tymczasem, odwołując się do przypadkowo wybranego fragmentu z „Fenomenologii ducha” rozwija na temat dialektyki Hegla własne fantazje – i to na samym początku książki. Nie twierdzę, że są to fantazje bez jakiegokolwiek związku z tematem, ale tyle tylko, że nieobznajomionego z tematem czytelnika wprowadza Pan z miejsca w błąd, a obznajomionego, jakim jestem ja, w najlepszym wypadku skłania do wzruszenia ramion, a w najgorszym – do opierdolenia Pana za takie niechlujstwo umysłowe.

Nie zaprzeczam też temu, że w „pewnym sensie” można uznać „Naukę logiki” za ekwiwalent całego systemu Hegla, ale jeśli przy wybiórczym prezentowaniu dzieł Hegla, jaki znajdujemy w Pana książce, podaje się jako jedyną informację, że jest to przedstawienie całości systemu Hegla, to znowu jest to zwykła dezinformacja. Tu się nie ma co wdawać w niuanse – jeżeli nie jest to skutek braku kompetencji, to w każdym razie przejaw karygodnego niechlujstwa i braku elementarnej wiedzy na temat pisania książek. Można zapewne i Heglowi zarzucić to i owo na temat jego sposobu pisania, ale Hegla przynajmniej warto czytać.

Poza odpieraniem zarzutów profesor Rosiak naigrywa się też z miejsca, w którym zamieściłem swoją „recenzję” z jego książki, tzn. z tego, że na moim blogu pojawiają się wątki astrologiczne, a z artykułu na temat moich lektur dowiedział się, że przeczytałem „Dianetykę” L.R. Hubbarda i stosowałem nawet z powodzeniem opisaną tam metodę zwaną auditingiem. Jest to skądinąd reakcja typowa dla ludzi o mentalności pana Rosiaka, a różnica między nami w tym względzie polega przede wszystkim na tym, że ja znam się na astrologii i na dianetyce, a on zapewne nie ma o tych dziedzinach zielonego pojęcia, mając za to o nich jedynie słuszną opinię. O próbie wykorzystywania tej astrologiczno-dianetycznej otoczki przeciw Heglowi nie ma co nawet mówić, zwłaszcza że sam Hegel wyrażał się tu i ówdzie o astrologii negatywnie, a z kolei L.R. Hubbardowi zdarzało się wypowiadać uszczypliwie o Heglu. Więc to bynajmniej nie tak, Panie Rosiak, że

Hegel = astrologia = scjentologia = bzdura.

Filozof analityczny powinien umieć odróżniać i nie jest dobrze, kiedy wszystko zlewa mu się w jedno, albo też – przeciwnie – nie może pojąć, jak może się u kogoś łączyć czytanie Hegla z słuchaniem Mozarta. Tu dodam, że sam Hegel bardzo lubił Mozarta, ale za to nie cierpiał Beethovena. Przypuszczam, że i to jest dla Pana, Panie Rosiak, niepojęte, ale takie są, niestety, fakty.

Dodam ponadto, jeżeli profesor Rosiak tego jeszcze o mnie nie wie, że jestem też autorem talii „Tarot Apokalipsy”, a na jednej z kart znajduje się nawet Hegel przerabiający luteranizm na bański mydlane pojęciowych abstrakcji. Gdyby Pan Profesor uznał, że to również można obrócić przeciw Heglowi, to informuję, że na innych kartach są za to, zupełni bez swojej winy, takie postacie jak Jan Paweł II, Benedykt XVI, ojciec Rydzyk, nie mówiąc już o Jezusie Chrystusie. Piękna i pouczająca talia, można ją jeszcze kupić osobno lub w komplecie z książką.

King of Swords EN_PL

 

A tak nawiasem mówiąc, odpowiedź profesora Rosiaka na moją „recenzję” też ukazała się w dziwnym jak na takie teksty miejscu, mianowicie na stronie Oficjalny serwis internetowy Organizacji Monarchistów Polskich. Nie zamierzam jednak wysnuwać z tego żadnych daleko idący wniosków. Po prostu szajba antyheglowska może się wprawdzie wiązać z szajbą monarchistyczną, ale bynajmniej nie musi.

Ciąg dalszy nastąpi

Reklamy

2 comments

  1. Ciekawy wpis dotyczący nijakiego Marka Rosiaka, a z drugiej strony mógł Pan uczytać więcej niż dwie strony. Osobiście zapoznałem się z całością aby potem na zająciach cytować wariata… Oczywiście zdumiewające jest jak profesor uniwersytetu /a przecież ma szansę zostać też zwyczajnym – o zgrozo praca o Heglu może mu w tym pomóc/, może tak bluzgać, osobiście widziałbym pisanie tak, tak w scenie pisania listu do Jeremiego Wiśniowieckiego w Ogniem i mieczem – bluzgi w powierze, a na kartę: „Jaśnie Oświecony Książę…”, ale o tempora, o mores – skrajne opinie przyciągają czytelników, „Nie” ciągle jest poczytne… Tym niemniej jednak warto wziać w obronę Hegla i, może nie tylę w stronę Rosiaka, ale w stronę próbujących zrozumieć Hegla czytelników, skierować odpowiedzi na zarzuty Rosiaka.

    Lubię to

    • Jak wszystko pójdzie dobrze i uporam się jeszcze z pewnymi drobnymi robótkami, to w maju zabiorę się do pisania swojej książki o Heglu, w której z konieczności odniosę się też do kłopotów, jakie mają z nim filozofowie analityczni. A jak nie znajdzie się wydawca, to sam ją wydam.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s