Czy coś się zmienia w polityce propagandowej mainstreamowych mediów

Obejrzałem wczoraj w TV 7 (22:40) półtoragodzinny film dokumentalny, „Propaganda” (Nowa Zelandia 2012). Po raz kolejny film ten ma być wyemitowany 24.12.2015, godz. 2:20.

Dokument powstawał przez dziewięć lat pod kierunkiem Nowozelandczyka Slavko Martinova – w niełatwych warunkach i bez żadnego budżetu. Twórców oskarżano o zmowę z Koreą Północą. Rząd koreański prowadził nawet śledztwo w ich sprawie. Nie obyło się także bez wizyty jednostek antyterrorystycznych. Reżyser Slavko Martinov udzielił głosu anonimowemu profesorowi z Korei Północnej, który w filmie krytykuje zachodnią politykę oraz postępującą globalizację. Dowiadujemy się, że żyjemy w świecie zatrudniającym więcej PR-owców niż reporterów, w którym społeczeństwo jest totalnie ogłupione i zmanipulowane przez władców tego świata, stanowiących 1% ludzkości.

Z polityków najbardziej chyba dostało się byłemu prezydentowi USA George’owi W. Bushowi, oskarżonemu w szczególności o zorganizowanie ataku terrorystycznego na World Trade Center (11.09.2001) w celu uzyskania pretekstu do wszczęcia licznych wojen, na których różne grupy biznesu mogą świetnie zarobić. Zdaniem profesora z Korei wojna z terroryzmem jest z zasadniczych powodów nie do wygrania, ale liczba ofiar, jakie on z sobą niesie, jest relatywnie biorąc śmiesznie mała. Dużo uwagi poświęcili twórcy filmu Izraelowi, zbrodniczemu państwu wspieranemu przez USA za sprawą bardzo wpływowego lobby żydowskiego.

Cała ta część krytyczna jest dla widza jak najbardziej przekonująca, choć w wielu punktach urąga ona w oczywisty sposób założeniom tzw. „poprawności politycznej”, zwłaszcza z racji demaskowania „demokracji” i „wolnego świata” jako propagandowego kitu. Na koniec filmu serwowane są jednak materiały propagandowe, gloryfikujące i idealizujące Koreę Północną jako pierwszy przyczółek światowej walki o nowy, lepszy świat.

Jak wiadomo, potępianie Korei Północnej jako zbrodniczego reżimu totalitarnego, poddającego własny naród intensywnemu praniu mózgu, należy do żelaznego kanonu poprawności politycznej. Z tego względu polska „lewica demokratyczna” (w szczególności środowisko związane z obecną partia Razem) uznała za stosowne odciąć się stanowczo od warszawskiego, amatorskiego przedstawienia koreańskiej opery „Morze krwi”, poświęconej walce narodu koreańskiego (ze znaczącym udziałem koreańskich kobiet) z japońskim okupantem w latach trzydziestych, kiedy jeszcze nie było Korei Północnej, o czym w swoim czasie napisałem („Demokratyczna lewica” robi laskę Amerykanom).

No i teraz mam problem, jak rozumieć emisję tego filmu bez żadnego krytycznego komentarza, i to emisję sponsorowaną przez „Gazetę Wyborczą”, uchodzącą za główny bastion „poprawności politycznej”? Czy jest to sygnał, że coś się zmienia w polityce propagandowej naszych mainstreamowych mediów?

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s